Gościnnie

Nobody’s perfect

Będąc jakiś czas temu w odwiedzinach u siostry w Szczytnie zauważyłam na jej toaletce pewną tabliczkę. Była to czarna tabliczka (jak te ze szkoły) oprawiona w drewnianą ramkę z serduszkami. Do tej tabliczki, na sznurku przymocowany był kawałek białej kredy. Najistotniejsze jest jednak to, co napisała na niej moja siostra: „You are perfect”(jesteś idealna). Pomyślałam: Jak to idealna?! i postanonowiłam, że wyjaśnię tę sprawę raz na zawsze. Nikt nie jest idealny, a już na pewno nie moja siostra, z której aż kapią kompleksy jak z niewyciśniętego ręcznika. Nie ma ludzi idealnych i dzięki Bogu za ten fakt. Sama nie wiem czy lepiej wmawiać sobie i pisać kredą po tabliczkach, że jesteśmy 8 cudem świata, czy pokochać się pomimo swoich niedoskonałości.

Mój ukochany pisarz Leo Buscaglia używał metafory owoców. Wyobraź sobie, że jesteś gruszką (bynajmniej nie chodzi mi o kształt kobiecej figury, lecz banalnie o owoc). Ludzie wokół Ciebie to miłośnicy jabłek. Nie ważne czy chodzi o ludzi z pracy, czy przyjaciół, czy potencjalnego partnera. Robisz wszystko, aby stać się jabłkiem, a z tego wysiłku nawet zaczynasz się już czerwienić jak jabłko. Zrobisz wszystko, aby stać się lubianym jabłkiem. Prawda jest jednak taka, że obojętne ile pracy w to włożysz, zawsze będziesz jabłkiem drugiego gatunku. A przecież możesz być pierwszorzędną gruszką i otworzyć się na miłośników gruszek.

W jednej z moich starych książek Grocholi była pewna zagadka, pozwolę sobie przytoczyć:„Gdyby przyszła do Ciebie kobieta, która ma ośmioro dzieci, w tym trójkę głuchych, a dwójkę niewidomych, a jedno upośledzone psychicznie, i gdyby ta kobieta miała syfilis i była w ciąży to co byś jej doradziła?”. Kobieta postanowiła urodzić, a dzieckiem tym był Ludvig van Bethoven. Nobody’s perfect (nikt nie jest idealny)! Trzeba dążyć do ciągłego ulepszania się i rozwoju – ok, z tym się zgodzę, ale często mam wrażenie, że pracujemy głównie nad swoimi wadami zamiast dopracowywać zalety. Mój przyjaciel powiedział mi kiedyś, że w życiu za bardzo skupiamy się na zbieraniu zwykłych kamyczków, przez co łatwo omijamy prawdziwe diamenty.

Z powodu niedawnej śmierci Robina Williamsa, postanowiłam obejrzeć po raz enty „Stowarzyszenie umarłych poetów”. Jedna z początkowych scen porzedstawia, jak na pierwszej lekcji chłopcy wpatrują się w stare zdjęcia w gablotkach. Wsłuchują się w głosy tych, którzy już odeszli, a jedyny ich przekaz to„carpe diem, osiągnijcie coś, zróbcie coś ze swoim życiem”. Myślę sobie, że Robin Williams dzięki niezwykłemu talentowi aktorskiemu przedłużył swoje życie na wiele, wiele lat. Ile z nas ma przywilej, aby zostać zapamiętanym, aby zostać kimś? Ostatnio miałam okazję przeczytać książkę„Gwiazd naszych wina”(w tym roku nakręcono jej ekranizację). Główny bohater wygłasza tam krótki monolog o tym, że martwi się, iż nie zostanie zapamiętany jako człowiek wielkiego czynu, że nie zdoła już zostać bohaterem (wszyscy główni bohaterowie tej książki chorują na raka). Obawia się, że potomni będą go wspominać jedynie jako tego, który walczył niezłomnie z chorobą. Hazel (główna bohaterka) odpowiada na to, że kiedyś w ogóle nikt nikogo nie będzie pamiętał, bo świat przestanie istnieć, nie będzie już ani zasług Kopernika, ani muzyki Mozarta, ani filmów z Robinem Williamsem. To wszystko kwestia czasu, dlatego warto pomyśleć nie tylko o tym kim chcemy być dla świata, ale przede wszystkim kim jesteśmy dla siebie i naszych bliskich.

Moja siostra (tak, ta sama od tabliczki) na moje urodziny w tym roku podarowała mi… tabliczkę. Na tej drewnianej tabliczce widniał wypisany na stałe napis, który brzmiał tak: „Twój dom może zastąpić Ci cały świat, ale cały świat nigdy nie zastąpi Ci domu – tu zawsze na Ciebie czekamy”. Jaki z tego wniosek? Nie starajmy się za wszelką cenę sprostać wymaganiom świata. Nie wypisujmy na tabliczkach czy lustrach tekstów z Cosmo – „You are perfect”, bo tak nie jest. I wiesz co? Właśnie to czyni Ciebie wyjątkową.